Staliśmy tak godzinami, zwróceni twarzą do morza, stopy grzęzły w wilgotnym piasku, wiatr uderzał prosto w nasze twarze. Oczekiwaliśmy Słońca by móc znów zobaczyć wodę, skały, siebie nawzajem. Wschody Słońca przynoszą ukojenie, wiatr, który szumi w uszach i szarpie włosy daje poczucie niepokoju, nagie skały, piach i woda przypominają o smutku.
Raz na jakiś czas w życiu, człowiek stoi godzinami nad pustym wybrzeżem, daleko od domu, chłonie wilgotne powietrze, wtapia się w pustą przestrzeń, milknie, zamyka oczy, tak jakby już prawie go nie było, roni łzę, a jednak. Raz na jakiś czas pozwala wybrzmieć swoim potrzebom, a nawet, cicho, dzieli się nimi z kimś kto niezupełnie przypadkiem stoi obok i chłonie ciszę, grzęznąc w wilgotnym piasku. 'Wiesz, czasem potrzebuję dowodów, potwierdzających to, że wciąż żyję' mówię, 'a kiedy ich brakuję, próbuję znaleźć bodziec. Byłem już w kościele, kilkukrotnie, byłem nawet na innym kontynencie. Widziałem rzeczy i ludzi, o których czytałem jedynie w książkach. Spełniłem kilka swoich marzeń, jeszcze z dzieciństwa. Rzuciłem się na głęboką wodę niezliczoną ilość razy. Całowałem kobietę, nie jedną i nie tylko. Naprawdę się starałem'. To na nic. Zrobiło się chłodniej, jakby temperatura spadła o kilka stopni, wiatr jakby przybrał na sile. Poczułem jak napinają mi się mięśnie. Chyba mnie przytuliłaś w momencie gdy promienie Słońca odbiły się wreszcie na kołyszącej się wodzie. Znów zamilknąłem, znów upłynęło kilka minut, być może godzin. 'Dopiero teraz dopiero tutaj. Czuję to'. Łzy natychmiast napłynęły mi do oczu, coś kazało mi się skulić, upaść na ziemię, poddać się. 'Dziękuję, że jesteś ze mną', choć wiem, że tak naprawdę jestem zupełnie sam. Tylko ja wiem jak to jest wtopić się w pustą przestrzeń i żyć dla innych, a jednocześnie nie żyć dla samego siebie. Jest we mnie tyle miejsca, że możesz się rozgościć, ale pewnie nie zostaniesz na dłużej, bo nigdy nie zaznasz tutaj ciepła. To tylko pusta plaża, nagie skały, woda, wschodzące i zachodzące Słońce. 'I mężczyzna, który czuję, że żyje, tylko na myśl o czasach, gdy kochał naprawdę' powiedziałaś.
piątek, 13 lipca 2018
niedziela, 17 czerwca 2018
Poprosiłbym Cię wtedy , ty mnie tylko nie kochaj, ty mnie tylko zagadaj o powód, o wieczór, o muzykę. Tylko nie wnikaj we mnie głębiej niż to co Ci oferuje za głośna muzyka i tłumny przedsionek. Dlaczego Cię to ciekawi? Czy widzisz we mnie coś czego nie widzisz w tłumnej sali? Czy smutne oczy zawsze muszą w sobie nosić zagadkę? Prosiłabym Cię wtedy, ty mnie zabaw na chwilę, nie na dłużej niż te kilka minut, które oferował nam rozkład. W rozkładzie była napisana godzina, to miał być być nasz czas, nasz cały czas. Czy tak Cię nurtuje ta nieznajoma? Czy od początku wiedziałeś, że ma w sobie coś, czy od początku chciałeś jedynie..?
To był udany wieczór, zbliżyłyśmy się do siebie, byłyśmy wreszcie same, to ja zaproponowałam spotkanie.
To była udana noc, w głowie miałam nas, nieznające kroków, słodkie dziewczyny.
Poznałyśmy kogoś, to nieistotne
Niebo bez przerwy jest niebieskie, nie spłonęła żadna naiwna chmura.
To był udany wieczór, zbliżyłyśmy się do siebie, byłyśmy wreszcie same, to ja zaproponowałam spotkanie.
To była udana noc, w głowie miałam nas, nieznające kroków, słodkie dziewczyny.
Poznałyśmy kogoś, to nieistotne
Niebo bez przerwy jest niebieskie, nie spłonęła żadna naiwna chmura.
środa, 30 maja 2018
Nie wystarczy
Kochanie, spotkajmy się jutro o dziewiętnastej piętnaście na krakowskim rynku
Pójdziemy tam gdzie zawsze uczyłam Cię jak się mnie kocha
Przejdziemy się ta sama drogą, pośród drzew i ludzi, gdzie uczyłam Cię jak się mnie rozumie
Napijemy się wina, żeby trochę zapomnieć , bo wystarczy trochę zapomnieć aby znów być razem
Kochanie spotkajmy się na spacer, na wino, na taniec, na film, na noc i ranek, na zawsze
Jutro o dziewiętnastej piętnaście na krakowskim rynku
Codziennie zastanawiam się
Czy nie wystarczy trochę zapomnieć aby znów być razem
czwartek, 26 kwietnia 2018
sobota, 13 stycznia 2018
Granice
Kierują nami gniew i miłość. Potrzeba ogrzewania chłodnych miejsc, zadania bólu. Kto zaszczepił w nas tę złość, upodobania do łzawiących oczu, ust poruszających się w rytmie słów, co chłodzą najcieplejsze zakątki udomowionych i ciasno zagnieżdżonych, najgłębiej schowanych, najpilniej strzeżonych granic.
Kiedy jednocześnie potrafisz zabić i dać opiekę, jest w Tobie tyle zrozumienia dla tych, co znają życie od strony o jakiej nigdy nie pomyślałeś, nie zadrżałeś, kiedy usiłowałeś sobie wyobrazić ich granice, dawno temu odsłonięte, przekroczone. Czujesz się ogołocony, wyśmiany, zziębnięty, bezdomny, kiedy sobie wyobrazisz tak naturalnie siebie w roli ofiary. Czy to Twoja miłość zadała Ci ostatni cios ? Kieruje nami miłość. Zacienione, dawno nieodwiedzane serca proszą o wizytę. Ale trudno Wam jest nas kochać, kiedy widzicie co nas rozsadza od środka, kiedy w nocy nie śpimy, myślimy, kiedy ostatnio było naprawdę, naprawdę tak.. nieswojo nam ze sobą. Kieruje nami gniew. Kiedy każda myśl potrafi zacisnąć nam dłonie, wychylić ciało , zaczerpnąć płucom powietrza i krzywdzić. Chcielibyśmy w imię miłości, bronić słabych, ale bronimy w rzeczywistości siebie samych. Bronimy tych, których nie kochamy, bronimy tych od których wymagamy, że będą z nami na zawszę. Kierują nami gniew, miłość i strach przed gęstą i pustą jednocześnie, granicą, po przekroczeniu której ...
już nic
Kiedy jednocześnie potrafisz zabić i dać opiekę, jest w Tobie tyle zrozumienia dla tych, co znają życie od strony o jakiej nigdy nie pomyślałeś, nie zadrżałeś, kiedy usiłowałeś sobie wyobrazić ich granice, dawno temu odsłonięte, przekroczone. Czujesz się ogołocony, wyśmiany, zziębnięty, bezdomny, kiedy sobie wyobrazisz tak naturalnie siebie w roli ofiary. Czy to Twoja miłość zadała Ci ostatni cios ? Kieruje nami miłość. Zacienione, dawno nieodwiedzane serca proszą o wizytę. Ale trudno Wam jest nas kochać, kiedy widzicie co nas rozsadza od środka, kiedy w nocy nie śpimy, myślimy, kiedy ostatnio było naprawdę, naprawdę tak.. nieswojo nam ze sobą. Kieruje nami gniew. Kiedy każda myśl potrafi zacisnąć nam dłonie, wychylić ciało , zaczerpnąć płucom powietrza i krzywdzić. Chcielibyśmy w imię miłości, bronić słabych, ale bronimy w rzeczywistości siebie samych. Bronimy tych, których nie kochamy, bronimy tych od których wymagamy, że będą z nami na zawszę. Kierują nami gniew, miłość i strach przed gęstą i pustą jednocześnie, granicą, po przekroczeniu której ...
już nic
czwartek, 13 kwietnia 2017
piątek, 8 lipca 2016
The Girl on the Train
Pustka. Zaczynam nabierać przekonania, że nic jej nie wypełni. Dziury w życiu są trwałe. Trzeba żyć dalej wokół nich, jak korzenie drzewa wokół betonu, trzeba się między nimi przeciskać.
Jedwabna zasłona unosi się i opada, jest długa, aż do ziemi a nawet dłuższa, blokuje dopływ powietrza mimo otwartych na oścież okien. I chociaż mieszkamy na przedmieściach, w sąsiedztwie zaledwie kilku domów, naszą sypialnie każdej nocy oświetlają lampy, te przy torach, może kilkadziesiąt metrów od Blenheim Road. Mimo, że Scott śpi już od trzech godzin, ja nie silę się nawet by znaleźć sobie odpowiednią pozycję czy zamknąć oczy. W tym półświetle mogę obserwować jego plecy, silne ramiona, idealnie ścięte włosy zmierzwione od poduszki - takie, jakie lubię najbardziej. Co jakiś czas dotykam wilgotnych, spoconych skroni. Nie zawsze tak jest, ale tej nocy czuję, że ta chwila mogłaby trwać wiecznie. Tak mi dobrze, bezpiecznie. Oby tylko Scott się nie przebudził, o co nietrudno, ma bardzo lekki sen, mógłby się zmartwić, pogniewać na mnie. "Znowu nie możesz spać?" "Megan,potrzebujesz pomocy terapeuty" a gdybym protestowała, uniósłby się "Na miłość Boską, czy Ty kiedykolwiek mogłabyś się mnie posłuchać?". Chce dla mnie dobrze, wie że wciąż mogę być załamana odkąd straciłam motywacje by co rano wychodzić z domu w idealnie skrojonej obcisłej sukience, odkąd straciłam pracę. Myślę, że martwi się nie tyle o mnie, a o nasz związek, nie zniósłby myśli, że mogłabym się Nim znużyć, że mi nie wystarcza. Oczywiście nie jest niemądry, trochę mnie zna, wie że nie jestem potulną kotką, nie łatwo jest mnie zadowolić i sprostać wymaganiom. Ale ta noc przynosi ukojenie, tylko On i ja. Chociaż nie jest nawet świadom, że właśnie teraz przeżywam z Nim najlepsze chwile, że teraz potrzebuję go najbardziej. Jutro go uświadomię, w sposób który On lubi najbardziej.
Kiedyś wydawało mi się, że to jest cel do którego dążymy, my wszyscy, ale też Scott i ja. Że są dni i noce gdy mamy dla siebie czas i możemy leżeć tak bez końca, lub wyjść do restauracji, pić rano wspólną kawę, opalać się na tarasie. Od czasu do czasu pokłócić, wrócić z pracy w nerwach, pieprzyć się by odreagować a potem usnąć, znowu razem. Czuję, że Scott mnie kocha i jest ze mną szczery. Natomiast ja nie jestem sobą, a na pewno nie zawsze. Nie mogłabym tak żyć.
Dochodzi szósta, zwykle o tej porze słychać było głośny alarm, na znak, że czas zaparzyć kawę, ubrać koszulę, spodnie, wyjść do pracy i zacząć kolejny, szczęśliwy dzień. Odkąd straciłam pracę, nie ustawiamy alarmu, o szóstej jeszcze nie śpię i mogę przebudzić Scotta pocałunkiem. Wstaje, przeciera oczy i uśmiecha się na mój widok.
- Dzień dobry kochanie
***
Tom jest dziś w podłym nastroju, widzę to od razu kiedy tylko staje w moich drzwiach, jednak to nie przeszkadza, oczywiście, że nie. Od początku miałam nad Nim przewagę, wiedziałam jak na Niego działam i tym razem się nie myliłam - rozbiera mnie wzrokiem, mimo, że nie zdążyłam jeszcze zamknąć za Nim drzwi. Teraz czuję się najlepiej, tak jakbym w końcu uwolniła się z klatki, to mi się podoba. Jeśli zechcę - odejdzie i już nie wróci, ale na razie dobrze mi tak.
Czasem - ale tylko czasem, myślę, że tak nie można. Gdyby Scott wiedział .. Mógłby pomyśleć, że nie kocham go całym sercem, że oddałam się innemu, ale to nieprawda. Po prostu tego potrzebuję, taka już jestem - zawsze wierna sobie.. Nie, On tego nie zrozumie, więc nie powinien się dowiedzieć.
Tom wstaje, idzie do łazienki i zaraz słyszę strumień wody, bierze prysznic. Wiem, że za 10 minut opuści mój dom
***
Jedwabna zasłona unosi się i opada, jest długa, aż do ziemi a nawet dłuższa, blokuje dopływ powietrza mimo otwartych na oścież okien. I chociaż mieszkamy na przedmieściach, w sąsiedztwie zaledwie kilku domów, naszą sypialnie każdej nocy oświetlają lampy, te przy torach, może kilkadziesiąt metrów od Blenheim Road. Mimo, że Scott śpi już od trzech godzin, ja nie silę się nawet by znaleźć sobie odpowiednią pozycję czy zamknąć oczy. W tym półświetle mogę obserwować jego plecy, silne ramiona, idealnie ścięte włosy zmierzwione od poduszki - takie, jakie lubię najbardziej. Co jakiś czas dotykam wilgotnych, spoconych skroni. Nie zawsze tak jest, ale tej nocy czuję, że ta chwila mogłaby trwać wiecznie. Tak mi dobrze, bezpiecznie. Oby tylko Scott się nie przebudził, o co nietrudno, ma bardzo lekki sen, mógłby się zmartwić, pogniewać na mnie. "Znowu nie możesz spać?" "Megan,potrzebujesz pomocy terapeuty" a gdybym protestowała, uniósłby się "Na miłość Boską, czy Ty kiedykolwiek mogłabyś się mnie posłuchać?". Chce dla mnie dobrze, wie że wciąż mogę być załamana odkąd straciłam motywacje by co rano wychodzić z domu w idealnie skrojonej obcisłej sukience, odkąd straciłam pracę. Myślę, że martwi się nie tyle o mnie, a o nasz związek, nie zniósłby myśli, że mogłabym się Nim znużyć, że mi nie wystarcza. Oczywiście nie jest niemądry, trochę mnie zna, wie że nie jestem potulną kotką, nie łatwo jest mnie zadowolić i sprostać wymaganiom. Ale ta noc przynosi ukojenie, tylko On i ja. Chociaż nie jest nawet świadom, że właśnie teraz przeżywam z Nim najlepsze chwile, że teraz potrzebuję go najbardziej. Jutro go uświadomię, w sposób który On lubi najbardziej.
Kiedyś wydawało mi się, że to jest cel do którego dążymy, my wszyscy, ale też Scott i ja. Że są dni i noce gdy mamy dla siebie czas i możemy leżeć tak bez końca, lub wyjść do restauracji, pić rano wspólną kawę, opalać się na tarasie. Od czasu do czasu pokłócić, wrócić z pracy w nerwach, pieprzyć się by odreagować a potem usnąć, znowu razem. Czuję, że Scott mnie kocha i jest ze mną szczery. Natomiast ja nie jestem sobą, a na pewno nie zawsze. Nie mogłabym tak żyć.
Dochodzi szósta, zwykle o tej porze słychać było głośny alarm, na znak, że czas zaparzyć kawę, ubrać koszulę, spodnie, wyjść do pracy i zacząć kolejny, szczęśliwy dzień. Odkąd straciłam pracę, nie ustawiamy alarmu, o szóstej jeszcze nie śpię i mogę przebudzić Scotta pocałunkiem. Wstaje, przeciera oczy i uśmiecha się na mój widok.
- Dzień dobry kochanie
***
Tom jest dziś w podłym nastroju, widzę to od razu kiedy tylko staje w moich drzwiach, jednak to nie przeszkadza, oczywiście, że nie. Od początku miałam nad Nim przewagę, wiedziałam jak na Niego działam i tym razem się nie myliłam - rozbiera mnie wzrokiem, mimo, że nie zdążyłam jeszcze zamknąć za Nim drzwi. Teraz czuję się najlepiej, tak jakbym w końcu uwolniła się z klatki, to mi się podoba. Jeśli zechcę - odejdzie i już nie wróci, ale na razie dobrze mi tak.
Czasem - ale tylko czasem, myślę, że tak nie można. Gdyby Scott wiedział .. Mógłby pomyśleć, że nie kocham go całym sercem, że oddałam się innemu, ale to nieprawda. Po prostu tego potrzebuję, taka już jestem - zawsze wierna sobie.. Nie, On tego nie zrozumie, więc nie powinien się dowiedzieć.
Tom wstaje, idzie do łazienki i zaraz słyszę strumień wody, bierze prysznic. Wiem, że za 10 minut opuści mój dom
***
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Moje czucie się wydostało z mojego ciała, boleśnie uleciało ze mnie. Szukałam w ludziach kotów, szukałam ich właścicieli, aż w końcu, bez ko...
-
Obnażyłeś swoje słabości, jak żałośnie jest Ciebie kochać Zdradziłeś moje słabości, jak utopijny obraz dziecięcy Głowa - a więc chyba ja? ...
-
Odejdę bo gdybym tak mógł widzieć płytkość w płyciźnie a w głębinach tylko przestrogę nie byłbym topielcem bo gdybym tak cenił wysokie w...
-
Dziś gwiazd wypatruję leżąc na łóżku, w swoim pokoju, gapiąc się w nieprzezroczysty sufit, widząc majestatyczne zacieki na farbie. Długi...